trudne chwile
Bywają takie dni i tygodnie, które sprawiają, że jest trudno.
Teraz tak właśnie mam. Taki trudny czas. Tydzień temu z B byłam a bilansie roczniaka (nic to, że ma 15 mcy) i na szczepieniu. Dwa dni później zaczął mocno gorączkować, dużo marudzić i płakać. Przestraszyłam się nie na żarty! A z drugiej strony zaczęły się pod dziąsłami pojawiać dolne czwórki i trójki (górne czwórki już ma).
Lekarka powiedziała, że temperatura jest za wysoka jak na szczepienie i ząbkowanie.
Obserwowałam go, zbijałam temperaturę, dużo tuliłam i starałam się być wyrozumiała... Na dzień dzisiejszy pozostały mu tylko humory, ale to też czas pewnie na jakiś skok rozwojowy, bo poza mocniejszym okazywaniem swoich nastrojów to już prawie umie doskonale pić z kubeczka i jeść łyżeczką <3 (duma duma duma) i ma kolejny lęk separacyjny! Istnieje tylko mama. Z tatą można się pobawić, ale mama ma być blisko, a najlepiej non stop być obok ;) w każdym bądź razie sytuacja jest opanowana.
Zwolnienie lekarskie na opiekę się skończyło, dni wolne od pracy po zwolnieniu też i miałam dzisiaj pojawić się w pracy, ale...
A w nocy się obudził z płaczem, że boli go brzuszek, że się źle czuje i chce się do mnie przytulić. eM przetransportował go do naszego łóżka. Gorączka, ponad 38 stopni, brzuszek i całe ciałko rozpalone. Przez chwilę myślałam, że w końcu zwymiotuje i zrobi mu się lepiej, ale nie zbierało się na wymioty...
No i rano zamiast do pracy to leciałam z synkiem do lekarza, bo czuł się lepiej tylko dlatego, że działały leki... Diagnoza mnie zszokowała! Angina!
W ogóle sam fakt, że starszak zachorował mnie zszokował, bo nie miał kataru, nie kichał, nie kaszlał. Normalnie się zachowywał, bawił się, biegał.
Fakt, zignorowałam to, jak dzień wcześniej rano mówił, że gardełko go boli i jest przeziębiony, ale pomyślałam, że po prostu nie chce mu się iść do przedszkola. Wczoraj mówił, że główka go boli, dałam mu ibum jak po ponad godzinie znów się z bólem główki przypomniał, ale pomyślałam, że po przedszkolu jest zmęczony i niedospany po weekendzie.
Pluję sobie w brodę, że nie potraktowałam go poważnie. Czuję się z tym okropnie, bo mogłam go w domu zostawić wczoraj, mogłam mu zaaplikować coś do gardełka, mogłam dać mu większą dawkę witamin i może angina by się nie rozwinęła.
Mam ogromne wyrzuty sumienia!
Mam również nauczkę na przyszłość. I mam nadzieję, że już zawsze będę poważnie traktowała to co ten już całkiem duży chłopiec do mnie mówi. Chcę by mi ufał, by chciał się dzielić ze mną swoimi problemami i nie bał się, że go zignoruję.
I na tym zakończę wpis :) na czymś pozytywnym.
Teraz tak właśnie mam. Taki trudny czas. Tydzień temu z B byłam a bilansie roczniaka (nic to, że ma 15 mcy) i na szczepieniu. Dwa dni później zaczął mocno gorączkować, dużo marudzić i płakać. Przestraszyłam się nie na żarty! A z drugiej strony zaczęły się pod dziąsłami pojawiać dolne czwórki i trójki (górne czwórki już ma).
Lekarka powiedziała, że temperatura jest za wysoka jak na szczepienie i ząbkowanie.
Obserwowałam go, zbijałam temperaturę, dużo tuliłam i starałam się być wyrozumiała... Na dzień dzisiejszy pozostały mu tylko humory, ale to też czas pewnie na jakiś skok rozwojowy, bo poza mocniejszym okazywaniem swoich nastrojów to już prawie umie doskonale pić z kubeczka i jeść łyżeczką <3 (duma duma duma) i ma kolejny lęk separacyjny! Istnieje tylko mama. Z tatą można się pobawić, ale mama ma być blisko, a najlepiej non stop być obok ;) w każdym bądź razie sytuacja jest opanowana.
Zwolnienie lekarskie na opiekę się skończyło, dni wolne od pracy po zwolnieniu też i miałam dzisiaj pojawić się w pracy, ale...
A w nocy się obudził z płaczem, że boli go brzuszek, że się źle czuje i chce się do mnie przytulić. eM przetransportował go do naszego łóżka. Gorączka, ponad 38 stopni, brzuszek i całe ciałko rozpalone. Przez chwilę myślałam, że w końcu zwymiotuje i zrobi mu się lepiej, ale nie zbierało się na wymioty...
No i rano zamiast do pracy to leciałam z synkiem do lekarza, bo czuł się lepiej tylko dlatego, że działały leki... Diagnoza mnie zszokowała! Angina!
W ogóle sam fakt, że starszak zachorował mnie zszokował, bo nie miał kataru, nie kichał, nie kaszlał. Normalnie się zachowywał, bawił się, biegał.
Fakt, zignorowałam to, jak dzień wcześniej rano mówił, że gardełko go boli i jest przeziębiony, ale pomyślałam, że po prostu nie chce mu się iść do przedszkola. Wczoraj mówił, że główka go boli, dałam mu ibum jak po ponad godzinie znów się z bólem główki przypomniał, ale pomyślałam, że po przedszkolu jest zmęczony i niedospany po weekendzie.
Pluję sobie w brodę, że nie potraktowałam go poważnie. Czuję się z tym okropnie, bo mogłam go w domu zostawić wczoraj, mogłam mu zaaplikować coś do gardełka, mogłam dać mu większą dawkę witamin i może angina by się nie rozwinęła.
Mam ogromne wyrzuty sumienia!
Mam również nauczkę na przyszłość. I mam nadzieję, że już zawsze będę poważnie traktowała to co ten już całkiem duży chłopiec do mnie mówi. Chcę by mi ufał, by chciał się dzielić ze mną swoimi problemami i nie bał się, że go zignoruję.
I na tym zakończę wpis :) na czymś pozytywnym.
Komentarze
Prześlij komentarz